„O zmarłych źle się nie mówi” – pożegnania osób z trudną biografią
„Jak pożegnać bliskiego, który był wrednym dziadem?” – zapytała mnie jakiś czas temu koleżanka, odnosząc się do własnego doświadczenia pogrzebu świeckiego osoby, której w jej ocenie sporo do ideału brakowało.
Bo z jednej strony jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że o zmarłych mówi się „albo dobrze albo wcale”. A z drugiej – znamy z doświadczenia ceremonie pogrzebowe, także te świeckie, gdzie barwna narracja księdza lub mistrza ceremonii o pięknym i dobrym życiu zmarłego rozmijała się z życiorysem, zniekształcając obraz żegnanej osoby oraz raniąc uczucia tych, którzy zostali.
Sama byłam uczestniczką takiego pożegnania, gdy zmarł mój ojciec – człowiek, który przez chorobę alkoholową stracił rodzinę, kolejne prace, prawo jazdy, a ostatecznie także życie. Razem z mamą i bratem patrzyliśmy na siebie z zażenowaniem, gdy ksiądz wypowiadał się o ojcu w superlatywach. Było poprawnie – tak jak społeczność, z której się wywodziliśmy wyobrażała sobie, że powinno być na pogrzebach. Zabrakło prawdy i uznania doświadczeń najbliższych.
Uroczystości żałobne to proces poszerzania istnienia. Dzięki nim zmarły zyskuje na realności. Może zatem przedłużyć wpływ, jaki miał za życia, na życie tych, którzy po nim dziedziczą […] Mowy pogrzebowe intensyfikują obecność, są nośnikami żywotności.
– pisze Vinciane Despret (*). Antropolożka wskazuje, że dzięki zestawieniu wspomnień osób, które pozostawały ze zmarłym w różnych relacjach, miały okazję znać go z rozmaitych sytuacji (również tych nieidealnych), staje się on bardziej realny i wielowymiarowy niż w sytuacji, gdy laudacja jest próbą spłaszczenia go do roli „niebiańskiego anioła”.
Ma to być może szczególne znaczenie w przypadku osób, które z różnych przyczyn zapisały się we wspomnieniach bliskich nie najlepiej. Pośmiertne wyprostowywanie pokręconych życiorysów i obsypywanie ich złotym pyłem pomaga jedynie tworzyć piękne figury retoryczne: „dobrego ojca” czy „wspaniałej parafianki”, a nie ludzi z krwi i kości. Sprawia, że ceremonia jest ładna i poprawna, ale nie jest autentyczna. O wiele trudniej jest mierzyć nam się w narracji o stracie z perspektywą wyniesionego na piedestał ideału niż spojrzeć na żegnaną osobę po prostu jak na człowieka ze wszystkimi wadami i zaletami.
Jest jeszcze jednak i drugi aspekt tej sytuacji: uczucia tych, którzy zostają. Kiedy z biografii zmarłego wymażemy wszystkie doświadczenia i sytuacje, w których ranił swoich bliskich, wymazujemy jednocześnie ich prawo do odczuwania krzywdy, bólu czy niesprawiedliwości z powodu tego, co miało miejsce. Pomijając krzywdę, pomijamy również skrzywdzonych.
Pogrzeby świeckie i mowy pogrzebowe – między prawdą a milczeniem
Wydaje się, że w samej idei wspomnień czy przemówień wypowiadanych w trakcie pożegnania, zawiera się czynnik pewnego ich idealizowania. Wspomnienie czy mowa pogrzebowa wygłaszana przez celebrantkę lub kogoś z bliskich w trakcie humanistycznej ceremonii pożegnania, jest także na wzór innych mów okolicznościowych określana mianem laudacji (od łac. laudare czyli chwalić). Znamy dobrze ten sposób opowiadania o Zmarłych przez duże „Z” – ważnych postaciach historii, kultury czy nauki. Dopiero kilkanaście ostatnich lat przyniosło nam nurt odbrązawiania pomnikowych biografii, co często budzi burzliwe dyskusje wśród przeciwników i zwolenników takiego rozwiązania.
Ciekawej przeciwwagi dostarcza nam wiejska kultura tradycyjna. Kiedy kondukt z ciałem zmarłego ruszał z domu na cmentarz, zatrzymywał się nawet kilkukrotnie obok przydrożnych krzyży czy kapliczek. W czasie tych postojów zdarzało się, że ktoś z rodziny lub osoba cechująca się darem pięknego przemawiania (np. nauczyciel wiejski) wygłaszali rodzaj mowy pożegnalnej za zmarłego lub „od niego” do zgromadzonych. Jednym z istotnych elementów takiej przemowy było proszenie krewnych i sąsiadów o przebaczenie, jeśli zmarły czymś im za życia zawinił. Takie działanie miało wpływ nie tylko na poprawność i ciągłość relacji w samej wspólnocie wiejskiej, ale też jak wierzono, na pośmiertne losy duszy, dla której to wybaczenie mogło przyczynić się do osiągnięcia spokoju lub jego braku po śmierci.
Jako celebrantka spotykam się z rodzinami i przyjaciółmi żegnanych osób, by wysłuchać ich historii – zarówno tych pięknych, jak trudnych. Słucham, pytam, staram się zrozumieć to, co między słowami. Jeśli ktoś zaufa mi na tyle, by podzielić się swoją opowieścią bez upiększania, nie zbywam tego stwierdzeniem, żeby o zmarłych mówić tylko dobrze. A jednocześnie wspólnie do tych jasnych stron w opowieści docieramy. Bo mało jest tak naprawdę „złych” biografii. Znacznie częściej są to biografie pokrzywione przez indywidualne doświadczenia, nałogi, skomplikowane rodzinne relacje czy wydarzenia historyczne. I nawet w tych trudnych życiorysach prawie zawsze da się znaleźć jakąś iskrę, coś szczególnego i wartego pamięci. Albo coś, co nieoczekiwanie wynikło z tego, że relacja ułożyła się tak, a nie inaczej. Coś, czego poczucie krzywdy nie pozwalało nam wcześniej dostrzec, a co być może łatwiej dostrzec z zewnątrz.
Każda z tych jednostkowych historii jest inna. Każda jest słoniem, którego możemy oglądać z wielu stron, a poszczególne perspektywy będą nieść ze sobą część prawdy. Tak właśnie – z różnych punktów widzenia – staram się razem z bliskimi spoglądać na osoby, które żegnam. Widzieć ludzi ludźmi, a nie wyciętymi z papieru bezbarwnymi sylwetkami. Wierzę, że w tym właśnie, a nie w uporczywym przemilczaniu lub idealizowaniu, kryją się opowieści, które mogą przynosić otuchę.
Poza słowa – o znaczeniu metafor
Zdarza się, że nawet najbardziej złożona i przemyślana mowa pogrzebowa w trakcie ceremonii humanistycznej może nie być wystarczająca. Że aby się pożegnać lub właściwie zamknąć za sobą pewien rozdział życia, potrzebujemy innego wymiaru, czegoś, co sięga poza linearną część naszego doświadczenia. Wtedy w sukurs przychodzą: muzyka, gesty, symbole i metafory.
- Możemy wyrazić chęć rozsupłania rodzinnej historii słowami, a możemy krążącym z rąk do rąk warkoczem z włóczki i cierpliwym rozwiązywaniem jego splotów.
- Możemy powiedzieć komuś, że życzymy mu lekkości i uwolnienia od tego, co mu za życia ciążyło kamieniem albo rozsiać wokół siebie nasiona dmuchawca czy wypuścić w niebo ognisty lampion.
- Możemy uhonorować uczucia bliskich zmarłego werbalnie albo zapraszając ich do wyrażenia tego, co czują przez dorzucanie do dużej donicy z ziemią przedmiotów symbolizujących różne emocje. A potem zasiać w tej użyźnionej emocjami ziemi kwiaty, pozwolić im wyrosnąć i rozwinąć się, bo przecież nawet to, co trudne, skomplikowane i bolesne może przynosić nieoczekiwane owoce.
- Czasem też łatwiej jest nam zbliżyć się do tych, którzy za życia oddalili się od nas, przez kojarzące się z nimi utwory. Muzyka nie potrzebuje wyjaśnień i dopowiedzeń. Łączy to, co racjonalne z tym, co emocjonalne, słowa z obrazami i skojarzeniami. Nie wymusza na nas działania: możemy po prostu być i słuchać, płakać lub wspominać, wziąć z niej to, co dla nas ważne i wspierające. Dobrze więc, by nie była przypadkowa, odpowiadająca na ogólne wyobrażenie o tym, czego powinno się słuchać na pogrzebie, ale znacząca, istotna dla osób, relacji i okoliczności.
Sytuacje niewybaczalne
Czy istnieje granica, po przekroczeniu której nie ma już w naszym myśleniu i czuciu o osobie zmarłej nic poza niechęcią, bólem, poczuciem krzywdy? Zapewne tak. Za każdym razem określenie tej granicy jest jednak bardzo indywidualne i nie powinno być poddawane społecznym naciskom czy oczekiwaniom. Kiedy krzywda była wielka, możemy niczym dawni mówcy pogrzebowi zapytać samych siebie: czy jestem w stanie wybaczyć? A jeśli nie albo nie wszystko, to jaka forma pożegnania będzie dla mnie (i dla moich bliskich) najbardziej wspierająca? Czy w ogóle chcę i mam gotowość, by w jakiejś ceremonii uczestniczyć lub ją przygotowywać? Może wolę zostawić tę odpowiedzialność osobom, których rany są mniej dotkliwe. Albo zorganizować tylko to, co niezbędne, rezygnując z przemów, muzyki czy rytualnych gestów i ograniczyć się do ciszy.
Nie ma tu uniwersalnych odpowiedzi. Jesteśmy my z naszymi zaszłościami, przyszłościami i przynależnościami. Oddając komuś ostatnią posługę, możemy jednocześnie pamiętać o sobie i o tym, co chcemy z tej relacji i z tej straty zabrać dla siebie i dla osób, które kochamy. Może nic, a może znajdzie się coś, co można wyłuskać, cierpliwie oczyścić i ponieść dalej.
W czym pomoże nam celebrantka świecka przy „trudnych” pożegnaniach?
Jeśli myślimy o roli celebrantki świeckiej, czyli osoby prowadzącej świecki pogrzeb (ceremonię humanistyczną) w czasie „trudnych” pożegnań, to w pierwszej kolejności jest nią wysłuchanie historii i usłyszenie emocji, które za nią stoją. Bez narzucania i oceniania czegokolwiek. Z gotowością wyłuskania spomiędzy fragmentów opowieści tego, co najbardziej potrzebne, wzmacniające, kojące. Tego, co tworzy pomost pomiędzy przeszłym a teraźniejszym, zamiast go zrywać. Tego, co pozwoli bliskim iść dalej z ciężarem straty w całej jej głębi i złożoności.
Doświadczona celebrantka lub celebrant zaproponują nam taką formę pożegnania, która nie będzie uniwersalnym, tylko odrobinę modyfikowanym szablonem, ale ceremonią dopasowaną do naszej sytuacji, nawet jeśli jest ona skomplikowana i nie daje się zamknąć w schematach. Będzie godnym pożegnaniem człowieka z uwzględnieniem kruchości uczuć tych, którzy byli z nim związani.
Prowadząca doradzi nam, jaką formę pogrzebu wybrać: czy lepiej zdecydować się na jedną ceremonię dla wszystkich zainteresowanych? A może podzielić pożegnanie tak, aby tę bardziej intymną, związaną z większymi emocjami jego część chcemy odbyć w węższym rodzinnym gronie, a bardziej oficjalną otworzyć na szersze grono osób?
Celebrantka może przygotować wspomnienie o zmarłym na podstawie rozmowy z nami, a jeśli będziemy chcieli, to także z szerszą grupą krewnych i przyjaciół zmarłego. Może też pomóc nam w stworzeniu własnej mowy pogrzebowej, którą chcielibyśmy odczytać w trakcie pożegnania.
Zaproponuje także gesty, symboliczne działania, metafory, które mogą uzupełnić ceremonię i wyrazić to, co nieuchwytne w słowach.
Jeżeli ceremonia ma formę łączoną, świecko-wyznaniową, uzgodni razem z osobą duchowną zakres współdziałania i wzajemnej odpowiedzialności.
Wreszcie zaś zarówno w czasie przygotowań do pożegnania jak w trakcie trwania uroczystości celebrantka będzie osobą trzymającą strukturę i szczegółowy zakres przygotowań wydarzenia, żebyśmy my mogli skupić się na emocjach.
Jeśli mają Państwo więcej pytań odnośnie organizacji pogrzebu świeckiego (ceremonii humanistycznej) lub chcą zaprosić mnie do współtworzenia osobistego pożegnania, zapraszam do kontaktu mailowego i telefonicznego.
(*) V. Despret, „Wszystko dla naszych zmarłych”, tłum. U. Kropiwiec, Karakter, Kraków 2021, s. 88.