Pogrzeb domowy – niespiesznie pożegnanie w rozpędzonych czasach
W ostatnich tygodniach przeprowadziłam w projektu „Pogrzeb domowy – blisko na ostatniej drodze” szereg rozmów o domowych pożegnaniach: o zatrzymywanych zegarach, o czułym pozbawionym strachu myciu i ubieraniu zmarłych bliskich, o świecach palonych przy ich ciele w domu przez trzy dni po śmierci, o sąsiadach zbierających się na modlitwę i wspólne śpiewy albo znoszących jedzenie na stypę. Może się wydawać, że takie pogrzeby to tylko pieśń przeszłości, odległe echo zwyczajów i obrzędów znanych z XIX-wiecznych opracowań etnograficznych. Że nie mamy na nie ani czasu, ani możliwości. Że to tylko folklor, który do niczego nam nie jest potrzebny. Czy rzeczywiście?
Z jednej strony wszechobecny pęd, medykalizacja i ekspertyzacja śmierci sprawiły, że zarówno umieranie jak czynności związane z pogrzebem oddaliły się od naszego doświadczenia, stając się domeną szpitali, domów opieki i domów pogrzebowych. Zapomnieliśmy, jak się zachowuje umierające ciało, jak zmienia się po śmierci, jak można zorganizować pogrzeb nie na własną rękę, ale we wspólnocie krewnych i przyjaciół. Z drugiej zaś strony – wiele osób jeszcze całkiem niedawno miało okazję uczestniczyć w pogrzebach domowych swoich bliskich i wspomina to doświadczenie jako ważne, potrzebne, dające szansę na niespieszne pożegnanie się ze zmarłym, wspierające w procesie żałoby.
Możliwość stopniowego oswojenia się ze stratą, zaopiekowania się ciałem bliskiej osoby, spędzania z nią czasu i wspominania jej w rodzinnym i przyjacielskim gronie, rozłożenia ciężaru straty pomiędzy członków rodzinnej i sąsiedzkiej wspólnoty – to tylko część tego, co wybrzmiało w opowieściach o domowych pożegnaniach. Za każdą z historii, które usłyszałam, stał ogrom miłości, czułości i społecznych więzi, które w obliczu ciężaru śmierci mogą dosłownie ratować tych, którzy muszą trwać dalej. Nie było natomiast w tych opowieściach nawet cienia grozy związanej z oglądaniem ciała zmarłego czy jego przebywaniem w domu. Groza pojawiała się dopiero wówczas, gdy system chciał, nawet w dobrych intencjach, tę bliskość między żywymi a zmarłymi zawłaszczyć, odmawiając prawa do uczestnictwa w czynnościach pielęgnacyjnych zmarłego albo decydując autorytarnie, komu wolno, a komu nie wolno go oglądać. Dla moich rozmówczyń i ich krewnych trudne nie było zetknięcie z tym, jak wygląda ciało po śmierci, ale zniknięcie tego ciała czeluściach czarnego worka i ponowne zobaczenie go dopiero w postaci prochów.
Żyjemy w czasach, gdy wszystko musi być ładne, podrasowane i gładkie. Dzięki filtrom, których dostarczają nam media społecznościowe i programy graficzne możemy wyglądać zawsze świeżo: bez zmarszczek, worków pod oczami i śladów po poduszce odbitych na twarzy. Przeestetyzowana rzeczywistość pochłania jednak kolejne obszary, domaga się kolejnych ofiar. Oczekuje pięknie wyglądającego ciała po treningu siłowym, pozbawionego „brzydkich” momentów porodu, a nawet umierania. Nie przyjmuje do wiadomości, że piękno zarówno porodu jak pogrzebu tkwi w czymś zupełnie innym niż wygląd przychodzącego na świat lub odchodzącego z niego ciała. Tkwi w sile autentyczności, bycia tu i teraz, blisko siebie, w kruchości i głębi doświadczeń granicznych. Piękno to może być dłoń głaszcząca po raz ostatni ukochane włosy, pies przysiadający przy ciele swego zmarłego opiekuna albo dbałość, by spełnić czyjeś ostatnie życzenie poprzez włożenie mu do trumny ulubionych kwiatów czy paczki papierosów.
„A czego tu się bać?” pyta retorycznie Małgorzata Szumowska w swoim dokumencie o tradycyjnych mazurskich pożegnaniach. „Przecież to córka, siostra, brat…” – dopowiadają moje rozmówczynie i rozmówcy. Nie bałam się jej/jego, gdy żyli, to dlaczego mam się obawiać po śmierci? Ciało umiera, ale miłość nie. O tym mówią Klass, Silverman i Nickman w swojej koncepcji trwałej więzi (continuing bond). Poczucie ciągłości relacji ze zmarłymi osobami nie jest krzywdzącym przywiązaniem, które utrudnia nam „przejście” przez żałobę, ale istotną tej żałoby częścią. Charakter i rodzaj tej więzi może zmieniać się w czasie, jednak nie znika tak samo jak nie znika miłość, którą darzyliśmy bliskie osoby. Dłoń, którą tyle razy wcześniej trzymaliśmy, ramiona, które kołysały nas jako dzieci, policzek, który całowaliśmy na przywitanie, nie wyobcowują się przez sam fakt śmierci. Nie ma już w nich życia, to prawda. Jest jednak ogrom tych znaczeń i uczuć, które dotąd z nimi wiązaliśmy.
Pogrzeb domowy może pomóc w odnalezieniu się w tej złożonej dynamice między śmiercią a więzią, między tym, co odchodzi a tym, co trwa dalej. Może, choć oczywiście wcale nie musi. Różne są relacje, sytuacje, okoliczności, w których przychodzi nam żegnać się z bliskimi. Tylko my znamy odpowiedź na pytanie o to, co będzie dla nas wspierające. Warto jednak rozważyć pogrzeb domowy, jeśli tęsknimy za tym, czego tak bardzo nam w dzisiejszym świecie brakuje: za czasem, bliskością i współdzieleniem doświadczeń zbyt trudnych do uniesienia samodzielnie.
***
W Fundacji „Na progu” zdajemy sobie sprawę, że w związku z domowymi pożegnaniami może pojawić się szereg pytań, wątpliwości i niepewności, które wymagają odpowiedzi lub wyjaśnienia. Z myślą o tej potrzebie przygotowujemy bezpłatny poradnik o pogrzebach domowych, który ukaże się w kwietniu lub maju 2026 roku i będzie dostępny w formule online. Do tego czasu służymy także indywidualnym wsparciem i konsultacjami. Jeśli zaś szukają Państwo ceremonii świeckiej połączonej z pogrzebem domowym, także zapraszamy do kontaktu
***
Poradnik powstaje w ramach projektu „Generator Innowacji. Sieci Wsparcia 3”, dofinansowanego przez Unię Europejską w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego+. Lider i partner wiodący: PCG Polska Sp. z o. o., ul. Fabryczna 17, 90-344 Łódź, www.pcgpolska.pl. Partner projektu: Towarzystwo Inicjatyw Twórczych „ę”, ul. Hoża 35, 00-681 Warszawa, www.e.org.pl. Matronat: Instytut Dobrej Śmierci.