Świeckie znaczy lepsze? - o wspierających pożegnaniach w złożonym świecie
Co jakiś czas rozmawiam ze znajomymi, którzy mówią: „Wiesz, uczestniczyłem w świeckim pogrzebie. Było tak sobie, ale ostatecznie lepsze to niż kościelny”. Stwierdziłam, że warto w końcu rozprawić się z tym mitem. Argumentacja stojąca za takim przekonaniem jest następująca: ksiądz prowadzi pożegnanie schematycznie, poświęca uwagę jedynie obrządkowi, nie skupiając się w ogóle na zmarłym i jego życiu, udziela banalnych rad i pocieszeń, które nie wspierają osób w żałobie, a jedynie pogłębiają ich ból. Czy rzeczywiście pogrzeb świecki zawsze cechuje się wysoką jakością przygotowania i prowadzenia, a religijny może być co najwyżej poprawny? I czy ostre rozróżnienie: świecki-wyznaniowy jest uzasadnione? Odpowiadam, dzieląc to zagadnienie na kilka wątków.
Czy pogrzeb świecki zawsze jest udany?
Przede wszystkim należy sobie odpowiedzieć na pytanie: dobry dla kogo? Nie ma uniwersalnej formuły idealnego pożegnania. Dla jednych osób wartością jest indywidualizm, dla innych – możliwość osadzenia się w znanych, oswojonych ramach ceremonii wyznaniowej. Ktoś nie jest wprawdzie związany z żadną religią, ale wie, że dla zmarłej osoby była to ważna część życia i chce pożegnać ją w zgodzie z jej wartościami. Możliwości jest zaś znacznie więcej, bo żyjemy w złożonym świecie, w którym zarówno zmarły jak jego bliscy mogą być związani z różnymi porządkami religijnymi i duchowymi.
Załóżmy jednak, upraszczając rozważania, że zarówno życzeniem żegnanej osoby jak jej bliskich była ceremonia świecka. Czy wtedy może być już tylko dobrze? Oto kilka relacji z pożegnań, które usłyszałam i które pokazują, że niekoniecznie:
- „Cała rozmowa mistrza ceremonii z nami trwała może z 5 minut przez telefon. W tym czasie zapytał jedynie, jak miał na imię zmarły, kiedy i gdzie odbywa się pogrzeb, czy bliscy będą chcieli dać jakiś tekst do odczytania i czy mistrz ma się odwoływać w swojej przemowie do Boga”;
- „Nikt z nami nie rozmawiał. Dostaliśmy tylko ankietę o mamie do wypełnienia i odesłania”;
- „Mistrz podszedł do nas na chwilę przed ceremonią, zapytał o trzy rzeczy, a potem w trakcie przemówienia wypowiadał się w imieniu mojej cioci, przypisując jej opinie i przemyślenia, których nigdy by nie wypowiedziała”;
- „Przez pół ceremonii mówił ciągle o tym samym: że wprawdzie jest nam smutno, ale nie powinniśmy się smucić zbyt długo”;
- „Pani przeczytała chyba z dwadzieścia wierszy, ale żaden nie pasował do sytuacji”;
- „Jedyna naprawdę osobista rzecz, która została powiedziana o dziadku, to tekst, który sami napisaliśmy”;
- „Mistrz zachowywał się, jakby chciał udawać księdza – przeciągał niepotrzebnie zdania i opowiadał o >>naszym bracie Kazimierzu<<”;
- „Na podstawie opowieści o zmarłej można było odnieść wrażenie, że jest panią domu, która lubi układać kwiaty i słuchać Abby. Zabrakło jakiejkolwiek wzmianki, że była uznaną profesor uczelni wyższej”;
- „To był pogrzeb mojej nauczycielki. Jeśli słuchałaby wypowiedzi mistrza w klasie, postawiłaby za nią nie więcej niż tróję”.
Gdyby chcieć te uwagi uporządkować, można wyróżnić kilka grup tematycznych. Na pierwszym planie powtarza się brak rozmowy albo rozmowa tak krótka, że właściwie bez znaczenia. Pożegnanie jest opowieścią o człowieku – jego świecie wartości, charakterze, pasjach, relacjach łączących go z bliskimi. Nie sposób poznać kogoś w ciągu pięcio- czy nawet trzydziestominutowej wymiany zdań ani skondensować jego życie w ankiecie. Potrzeba czasu i uwagi, wsłuchania się w głosy rodziny i przyjaciół, usłyszenia nie tylko tego, co zostało wypowiedziane, ale także tego, co przemilczane. Czasem zaczyna się od herbaty i przeglądania zdjęć albo przedmiotów osoby zmarłej, czasem zaś od wspólnego spaceru jej ścieżkami. Inne historie opowiadają o tych, których żegnamy, ich dzieci tych, a inne wnuki. Praca celebrantki przypomina więc w pewnym stopniu tworzenie postaci literackiej: musimy wyobrazić sobie tych, których pożegnanie prowadzimy, zobaczyć ich w różnych kontekstach i z kilku punktów widzenia oraz wyjść poza to, co najbardziej oczywiste. Na to jednak potrzeba czasu. Dwóch godzin, a czasem pięciu lub ośmiu, w trakcie których rozmawia się nie z jedną, ale z kilkoma osobami z otoczenia zmarłego. Trzeba czasu, który nie będzie skracany nerwowym spoglądaniem na zegarek, przyspieszaniem i zagadywaniem trudnych emocji. Trzeba bezpiecznej przestrzeni, w której rozmówca czuje się swobodnie, a słowa mogą płynąć w swoim rytmie. Trzeba zaufania, a tego nie buduje się w ciągu kilku minut.
Druga kwestia to rola celebranta. Jego zadaniem nie jest pocieszanie, dawanie rad i pouczeń. Nie jest jego rolą także przykładanie własnego systemu wartości do cudzej żałoby. Ktoś, kto pracuje z osobami po stracie, musi mieć przynajmniej podstawowe kompetencje i wiedzę o tym, jak taka praca wygląda. Powinien znać współczesne koncepcje dotyczące żałoby i wiedzieć, jak przekładają się one na oferowane wsparcie. Bezwzględnie musi unikać zdań, które niosą więcej krzywdy niż pożytku: „Czas leczy rany”, „Będzie dobrze”, „Ma pani dla kogo żyć”. Im dłużej pracuję jako celebrantka, tym mniej mówię a więcej słucham. Wszystko, co ważne mówią moi rozmówcy i rozmówczynie. Ja mam tylko to usłyszeć i przełożyć na język ceremonii. Ten zaś może równie dobrze wyrażać się słowem, gestem, muzyką, obrazem czy ciszą.
Tutaj pojawia się jeszcze jeden wątek w odniesieniu do laudacji (oraz do innych elementów ceremonii): dużo niekoniecznie znaczy dobrze. Nie trzeba opowiadać pięć razy tego samego w trochę inny sposób, by jakoś “zapełnić” czas uroczystości. Teksty literackie (a takim jest dobrze napisane wspomnienie o zmarłym) mają swój rytm, melodię, strukturę. Wyliczenia, powtórzenia, powracanie w narracji do pewnych wątków, cytowanie prozy lub poezji powinny służyć obranemu przez mówcę celowi oraz przyjętej przezeń kompozycji opowieści. Jeśli tak nie jest, może się zdarzyć, że dostajemy narracyjną mamałygę, w której każdy fragment zlewa się z pozostałymi i mógłby być bez żalu usunięty lub zastąpiony przez cokolwiek innego.
Czy pożegnanie religijne zawsze jest “złe”?
Brałam udział w wielu pogrzebach wyznaniowych, które nie wypadły najlepiej. Część pozostawiła po sobie poczucie irytacji związane z deprecjonowaniem uczuć osób po stracie. Niektóre stały się przyczynkiem do rodzinnych anegdot, jak wtedy, gdy ksiądz próbował odnieść się w kazaniu do biografii zmarłego (który był zawiadowca stacji), opisując jego rzekome przemyślenia: >>A kiedy tak patrzył nasz brat, Zbigniew na odjeżdżające pociągi, zadawał sobie pytanie - “Dokąd ci wszyscy ludzie zmierzają?”. I odpowiadał sobie nasz brat, Zbigniew: “Do Boga”<<.
Jednocześnie bardzo daleka jestem od stwierdzenia, że pożegnanie świeckie z założenia “lepsze” jest od religijnego. Po pierwsze, znam przykłady pożegnań prowadzonych przez księży czy zakonników, które były wspierające i pełne wyczucia. Po drugie, jak już wskazałam wyżej, jest wiele osób, dla których struktura wyznaczona przez obrządek wyznaniowy jest znana, zrozumiała i bezpieczna. Wreszcie zaś, to właśnie w praktyce religijnej zawierają się takie sposoby żegnania bliskich, które potrafią nieść więcej ukojenia niż najpiękniejsza mowa pogrzebowa. Przykładem jest chociażby tradycja czuwania przy zmarłym, która może pełnić ważną, pozytywną rolę w procesie żałoby (piszę o tym więcej w poradniku “Pożegnanie domowe - blisko na ostatniej drodze”). Choć z dużym prawdopodobieństwem wywodzi się ona z obrzędowości przedchrześcijańskiej, to przez wieki zachowała się właśnie w obrębie praktyk chrześcijańskich, niosąc ukojenie po stracie jednostkom i społecznościom.
Choć więc rozumiem, że można po nie najlepszych wcześniejszych doświadczeniach z pogrzebami wyznaniowymi nie chcieć decydować się na nie po raz kolejny, rozumiem też, że odpowiedź na pytanie: świecki czy wyznaniowy jest bardziej skomplikowana niż można to zawrzeć w prostej opozycji. Zwłaszcza, gdy zarówno świecki charakter ceremonii oznacza cały szereg możliwości jej przebiegu, jak jej wymiar wyznaniowy nie kończy się na jednym tylko sposobie prowadzenia, ani tym bardziej na jednej tylko religii.
Czy pożegnanie świeckie i wyznaniowe wzajemnie się wykluczają?
Tu dochodzimy do kolejnego istotnego wątku bowiem pożegnanie wyłącznie świeckie albo wyłącznie religijne to tylko dwie z wielu możliwości. Obok nich istnieją przecież rozwiązania pośrednie (dla uproszczenia odwołam się w przykładach tylko do obrządku katolickiego):
- ceremonia świecka z elementami religijnymi (modlitwa, różaniec, pieśni);
- nabożeństwo pogrzebowe z elementami świeckimi (odczytanie wspomnienia o zmarłym, aranżacja przestrzeni nawiązująca do jego życia i pasji);
- podzielenie jednej uroczystości na część świecką i wyznaniową (np. msza w kaplicy i pożegnanie z udziałem celebrantki przy grobie albo religijna ceremonia czuwania przy ciele, po której następuje pożegnanie świeckie);
- zorganizowanie dwóch różnych celebracji - osobnej ceremonii świeckiej i religijnej, które mogą odbywać się w zupełnie innych miejscach (zwłaszcza w przypadku pożegnania z urną możliwości wyboru miejsca są ogromne);
- uroczystość świecka plus zamówienie mszy za duszę zmarłego przez osoby, które czują taką potrzebę.
Jak widać, wariantów jest wiele, a ostateczny wybór może zależeć od różnych czynników: świata wartości zmarłego, jego stosunku do wiary lub instytucji religijnych, odrębnych potrzeb tych, którzy go żegnają, chęci uczynienia pożegnania bardziej osobistym, a nawet od osoby, która ma sprawować obrządek. Można się na to spektrum dostępnych praktyk pogrzebowych obrażać, można traktować je jak przejaw konsumenckiego podejścia do pożegnania, a można także widzieć w nim wartość płynącą ze stworzenia takich warunków, w których różne wartości i wrażliwości mogą ze sobą współistnieć.
Czego mamy prawo wymagać przy świeckiej ceremonii pogrzebowej?
Warto jeszcze na koniec powiedzieć, spełnienia jakich standardów możemy oczekiwać, współpracując z osobą przygotowującą z nami ceremonię świecką. Częściowo pisałam o tym wyżej, więc teraz tylko podsumuję całość dla tych, którzy stoją przed wyborem tego, kto poprowadzi pożegnanie.
- Spotkanie - celebrantka powinna przeprowadzić z nami pogłębioną rozmowę o osobie, którą żegnamy; o naszych z nią relacjach; o emocjach, które nam towarzyszą w związku ze stratą; potrzebach dotyczących pożegnania; ludziach, którzy będą w nim uczestniczyli. Czas trwania takiej rozmowy może być różny, jednak zazwyczaj trwa nie mniej niż dwie godziny. Zazwyczaj nie kończy się także na jednym spotkaniu, bo celebrantka rozmawia również z innymi osobami z otoczenia zmarłego (dalszymi krewnymi, przyjaciółmi, kolegami z pracy).
- Dopasowany scenariusz - celebrantka nie powinna zakładać gotowych rozwiązań dotyczących przebiegu pożegnania. Ceremonia może trwać godzinę lub trzy, odbywać się w kaplicy cmentarnej lub w domu, a nawet w kawiarni, lesie czy parku. Może składać się z kilku części, w których uczestniczyły będą różne kręgi osób z otoczenia zmarłego. Może być osnuta wokół mowy pogrzebowej albo wokół opowieści i wspomnień uczestników. Możemy także niemal zupełnie zrezygnować ze słów na rzecz muzyki, rytualnych gestów lub ciszy. Profesjonalna celebrantka pokaże nam te możliwości i będzie podążać za nami niezależnie od tego, którą z nich wybierzemy.
- Neutralność - zadaniem osoby prowadzącej ceremonię nie jest objaśnianie nam świata ani dzielenie się swoją wizją eschatologiczną. Jej rola polega na znalezieniu takich słów, które będą dopasowane do wartości zmarłego i jego bliskich (lub spróbują pogodzić różne sposoby myślenia i czucia na tyle, na ile to możliwe).
- Przejrzystość - celebrantka powinna opowiedzieć nam o tym, jak wygląda krok po kroku przygotowanie pożegnania, jaki jest zakres jej odpowiedzialności, co zapewnia w ramach przygotowań (również w kwestiach technicznych, np.: czy będzie mieć swoje nagłośnienie, jakie sprawy potwierdzi z zakładem pogrzebowym ona, a jakie rodzina). Transparentna powinna być także wysokość jej wynagrodzenia oraz forma rozliczenia (czy wystawia rachunek, podpisuje z nami umowę itp.).
- Elastyczność - organizacja pogrzebu bywa prawdziwym maratonem formalności, spraw do załatwienia i przeszkód organizacyjnych, na które rzadko jesteśmy zarówno od strony praktycznej jak emocjonalnej przygotowani. I podobnie jak w trakcie biegów długodystansowych, tu także różne rzeczy mogą po drodze ulec zmianie. Sekcja zwłok, która wpływa na przesunięcie terminu pogrzebu; brak jednomyślnej decyzji rodziny odnośnie miejsca pochówku; potrzeba uwzględnienia dodatkowych uczestników pożegnania - wszystko to i wiele więcej może wpłynąć na zmiany w pierwotnych ustaleniach celebrantki z bliskimi osoby zmarłej. Gotowość do modyfikacji wcześniejszych założeń jest wpisana w jej pracę, w której ma tworzyć przestrzeń dla innych - ich potrzeb, emocji i relacji, a nie forsować swoją wizję dlatego, że tak jej wygodniej.
- Zastępowalność - co się stanie, gdy osoba prowadząca ceremonię pogrzebową nagle zachoruje albo spotka ją inne, wykluczające udział w pożegnaniu zdarzenie losowe? Choć takie sytuacje zdarzają się sporadycznie, dobrze jest mieć poczucie, że nie będziemy wówczas pozostawieni samym sobie. Nie jest łatwo przekazać komuś zasób emocji, wspomnień i relacji, które stają się udziałem celebrantki w trakcie pracy z rodziną zmarłego. Można jednak przekazać odpowiedzialność za powierzone zaufanie i poczucie bezpieczeństwa osób po stracie. Pytanie o zastępstwo w sytuacji nagłej nie powinno więc być zbywane milczeniem albo zapewnieniami, że wszystko będzie dobrze, ale pokazaniem alternatywnych ścieżek działania. W Polskim Stowarzyszeniu Celebrantów Humanistycznych zastępstwo i współprowadzenie ceremonii pogrzebowych są częścią zobowiązania, którą celebrant(ka) bierze na siebie, współpracując z bliskimi osoby zmarłej.
W złożonym świecie proste etykiety (wyznaniowy-świecki, zły-dobry) są wprawdzie wygodne, jednak nie oddają całego ogromu ludzkich doświadczeń, potrzeb i relacji. Kiedy więc zastanawiamy się, jak może wyglądać pożegnanie bliskich nam osób, warto zadać sobie pytania, które wychodzą poza te dualizmy: jaka formuła uroczystości będzie wspierająca dla mnie i ludzi z mojego otoczenia? Kto przeprowadzi nas przez to doświadczenie w sposób uważny i czuły? Jakie standardy komunikacji z osobą prowadzącą ceremonię są dla nas na tyle istotne, że nie zamierzamy z nich rezygnować?
-------------
Jestem celebrantką świeckich pożegnań. Wszystko, co napisałam powyżej, wiem z doświadczenia zawodowego, rozmów z osobami po stracie oraz wymiany doświadczeń z kolegami i koleżankami po fachu. Jeśli czegoś zabrakło Ci w tym artykule, napisz do mnie na adres: rytualy@naprogu.pl